Serce pragnie pokoju. Pragnie kochać. Pragnie żyć
«Dzisiaj świat potrzebuje ludzi o ŻYWYM SERCU» — napisał ks. Piotr Pawlukiewicz. Skończyłam lekturę i zatrzymałam się nad tym zdaniem dłużej, niż przypuszczałam. Myślę o tym, czego naprawdę potrzebuje serce — moje i Twoje. I dochodzę do wniosku, że najbardziej tęskni za pokojem i miłością.
Od kilku dni noszę w sobie rozmyślania o zdolności zobaczenia w drugim człowieku jego serca — tej najgłębszej warstwy, istoty, która kryje się pod gestami, słowami, reakcjami. To serce bywa poranione, zmęczone, pełne lęku i niepewności… a jednak żywe. Pragnę uczyć się widzieć to żywe serce szczególnie w człowieku „trudnym” — tym, który rani, bo sam został zraniony; który krzywdzi, bo nosi w sobie własne doświadczenie bólu. Pragnę patrzeć głębiej, nie na zachowania, ale na człowieka. Bez ocen, bez pochopnych wniosków. Chcę patrzeć i myśleć: «Oto człowiek — ze swoją historią, ranami, wyborami (nie zawsze dobrymi). Oto człowiek, ukochany przez Ojca».
Myślę o pokoju serca i o tym, skąd się rodzi. Pokój pojawia się, kiedy miecze przekuwamy na pługi — kiedy narzędzia walki stają się narzędziami życia. Wczoraj mieczem zabijałeś wroga; dziś tą samą ręką obrabiasz ziemię, żeby siać. Żeby przynosić plon. Żeby kochać.
Jestem człowiekiem wolnym. W każdej sytuacji mogę wybrać: co ożywi moje serce? Co mu służy? Czy będzie to trwanie w rezygnacji, w zniechęceniu do drugiego człowieka — tak łatwym, wręcz naturalnym? Czy może pokonywanie własnej niechęci, trudna, czasem długa droga pojednania i przebaczenia?
Lubimy prostsze ścieżki. Nie chcemy podejmować wysiłku; szukamy rozwiązań, które pozwolą nam „jakoś” przetrwać. Ale życie przeżywane „jakoś” nie da sercu prawdziwego pokoju. Z doświadczenia wiem, że pokój jest zawsze owocem pracy nad sobą, połączonej z modlitwą — bo bez Jezusa nic dobrego nie możemy uczynić.
Często myślę o Świętej Rodzinie. Nikt z nich nie miał łatwego życia: ani Józef, ani Maryja, ani Jezus — umiłowany Syn Boży. Każdy z nich dźwigał trud, każdy stawał wobec cierpienia. A jednak każdy miał serce żywe; każdy kochał. My natomiast chcemy iść na skróty. Szukamy łatwych rozwiązań, stawiamy warunki innym, a sami… no właśnie. I dlatego nie mamy pokoju — bo zagłuszamy w sobie te piękne pragnienia, które domagają się wysiłku, pracy, czasem walki. Unikając ich, nie ożywiamy naszych serc.
A serce pragnie pokoju. Pragnie kochać. Pragnie żyć — przy Bogu i z Bogiem.
Możemy wciąż szukać wymówek: „taki mam charakter”, „nie potrafię tego przekroczyć”, „nie umiem odezwać się do tej osoby”… Każdy z nas to zna. Ale te wymówki nas zatrzymują, nie pozwalają nam mieć serca wolnego i pełnego pokoju. Warto zobaczyć je w sobie, przyjąć, że droga będzie bolała, i wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, za swoje serce, za własne życie. A mimo trudu — iść ku miłości, ku pojednaniu, ku przebaczeniu.
Bo tak naprawdę, przebaczając innym, leczysz własne serce. Ożywiasz je. I stajesz się naprawdę wolny.



